Zwiedzamy Wellington, część II

W Wellington są dwa miejsca, gdzie możecie podglądać i pooglądać dzikie zwierzęta. Pierwszym jest Zoo, drugie to Zealandia. W związku z tym, że nie mieliśmy za bardzo czasu na obejrzenie obu, zasięgnęliśmy trochę opinii tubylców i ci polecili nam to pierwsze. Zatem kolejny dzień w Wellington rozpoczęliśmy od wizyty w Zoo. Nawet już nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam w zoo?

Welly_4

Zoo w Wellington nie jest za duże, ale i tak zarezerwujcie sobie na nie ładnych parę godzin. Nie ma tu skomplikowanych opisów i informacji o zwierzętach, czego mi osobiście trochę brakowało. Były natomiast informacyjne ciekawostki, wszystko przedstawione w prosty, graficzny i kolorowy sposób. Ponad to, o wyznaczonych godzinach przy danych wybiegach odbywają się pogadanki i pracownik zoo opowiada o zwierzaku i jego zwyczajach. My załapaliśmy się na opowieści o żyrafie i na karmienie diabłów tasmańskich, które wcale nie przypominają tego z kreskówki (Kubę trochę to zasmuciło).

Welly_7

welly_8

Wybiegi są na tyle duże, że są bezpieczne dla zwierząt, ale z drugiej strony na tyle małe, że każde zwierzę widać doskonale bez wypatrywania. Oprócz śpiącego lwa, który budzi się jedynie na polowanie. W większości zwierzaki mogą podejść do samego ogrodzenia, więc naprawdę łatwo im się przyjrzeć. Nawet tygrysowi, który na szczęście znajdował się za szklaną ścianą.

W jednej części zoo, zwierzęta takie jak kangury czy emu biegają wolno po terenie parku. Można je pogłaskać i zrobić zdjęcie, choć raczej nie radzili głaskać kangura.

welly_9

Welly_5

Co ważniejsze, w końcu mieliśmy okazję zobaczyć i usłyszeć kiwi! Ależ to śmieszne ptaki-nieloty. Mają przygotowany cały budynek, który cały czas jest zaciemniony, by można zobaczyć buszującego kiwi za dnia. Wszystko praktycznie na wyciągnięcie ręki. Wchodząc do pomieszczenia, panuje atmosfera tajemniczości, wszyscy milkną i nasłuchują każdego drobnego dźwięku, który może sygnalizować obecność kiwi. Wielkością przypominają trochę kury, co było dla nas zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się znacznie mniejszego stworzonka. Już mieliśmy wychodzić z chatki kiwi, gdy te nagle zaczęły sobie pogadanką, więc mieliśmy okazję usłyszeć ich śpiew, a raczej dziwny skrzek 😉

Welly_3

Z powodu pogarszającej się pogody, popołudnie postanowiliśmy spędzić w muzeum Te Papa. Muzeum jest naprawdę wielkie, a przez to, że wystawy są mocno interaktywne, można spędzić tam naprawdę wiele, wiele godzin. My odwiedziliśmy je dwa razy, w sobotę i niedzielę, i jeszcze nie udało nam się zobaczyć wszystkiego. Dowiedzieliśmy się natomiast sporo o podwodnym życiu w Nowej Zelandii, historii Maori, polskich dzieciach, które przewieziono tu po drugiej wojnie światowej.

welly_11

welly_10

Mieliśmy okazję pograć, porysować, pooglądać filmy, a nawet znaleźć się w budynku podczas trzęsienia ziemi! Wszystkie muzea powinny tak wyglądać, dotknąć, przesunąć, podnieść, porównać, skoczyć – naprawdę fantastyczne!

welly_12

Deszczowy wieczór zakończyliśmy w Crafters & Co., którzy sprzedają wyśmienite piwo. Oprócz kawy, restauracji i koktajli, Wellington słynie również z małych browarów i wyśmienitego bursztynowego trunku. Trochę czasu zabrało nam wybranie tego, z którym chcemy spędzić kilkanaście minut naszego wieczoru. Na szczęście mieliśmy okazję zdegustować różne i posłuchać o ich produkcji i czym się charakteryzują.

welly_13

Informacje:

  • Biletu do Zoo (dorosły) – $21
  • Muzeum Te Papa – darmowe

You Might Also Like

  • Hej! Za 1,5 miesiąca wybieram się do NZ na 10 dni i właśnie planuję podróż, więc przeczesuję Waszego bloga w poszukiwaniu różnych informacji 🙂 Dzięki za wszystkie posty! 🙂

    • trampkiwpodrozy

      Super! Cieszymy się, że nasz blog jest pomocny 🙂 Życzymy dużo przyjemności w NZ! 🙂