Zwiedzamy Północ

Wiemy, wiemy, trochę kazaliśmy Wam czekać na naszą relację z pierwszej podróży na północną część wyspy. To był tylko przedłużony weekend, a jednak pełen wrażeń i wielu rzeczy, które chcielibyśmy Wam opowiedzieć. Nie będziemy Was zamęczać postem niczym homerowską Odyseją i nasz weekend podzielimy na kilka mniejszych historii. A więc ruszamy:

Co roku, 6 lutego w Nowej Zelandii świętowany jest tzw. Dzień Waitangi (Waitangi Day). Jest to dzień, w którym upamiętnia się podpisanie traktatu zawartego pomiędzy przedstawicielami maoryskich plemion z władzami Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii. Od 1974 jest to dzień ustawowo wolny od pracy. Dzięki temu zyskaliśmy długi weekend, który postanowiliśmy wykorzystać na zwiedzanie północnej części Wyspy Północnej.

Nasz weekend zaczął się w czwartkowe popołudnie, kiedy to razem z Gawim odebraliśmy auto z wypożyczalni i ruszyliśmy po dzielnie pracującego tego dnia Kubę. Na szczęście przejazd przez miasto poszedł dość sprawnie i już po chwili cała nasza trójka była gotowa na dalszą podróż.

Wyjazd na północ z Auckland jest dość prosty a na samą północ trasa naprawdę nie jest skomplikowana – za dużo dróg to tu nie mają. W pewnym momencie napotkaliśmy informacje o płatnej autostradzie. Bilety można byłó zakupić w kioskach na stacji paliw, lub przez internet. Różnica w czasie między autostradą a objazdem to około +10 minut. Jadąc na północ te 10 minut nie robi większego znaczenia, ale już wracając, bywają one bardzo istotne. Droga na północ jest praktycznie cały czas zakorkowana i wracając zwłaszcza z długiego weekendu dobrze doliczyć 1-2 godzin dodatkowego czasu spędzonego w podróży. Zwłaszcza jeśli tak jak my, musicie oddać auto na określoną godzinę.

mapa

Na pierwszy nocleg zatrzymaliśmy się w Little Earth Lodge w okolicach Whangarei, który wyszukaliśmy w przewodniku Lonely Planet. Przepiękne miejsce z dość specyficznym, stromym i wąskim dojazdem. The Little Earth Lodge to miejsce prowadzone przez bardzo sympatyczne małżeństwo, które chętnie opowiada o okolicznych atrakcjach. Miejsce jest bardzo czyste, ze wspólna łazienką i kuchnią. Po podwórku biegają kury i pies. Nas zachwyciła tutejsza cisza, spokój i widoki.

pol_4

pol_5

Do hostelu dojechaliśmy poźnym popołudniem i jeszcze przed zmrokiem postanowiliśmy zobaczyć okolicę. Po kilku pomyłkach w nawigacji, w końcu trafiliśmy do położonego praktycznie w samym miasteczku wodospadu – Whangarei Falls. Wodospad ma 26 metrów wysokości i choć nie jest największym wodospadem w Nowej Zelandii to jest naprawdę piękny. Dużo tu zieleni, wiele tras do przejścia i doskonałe miękkie światło (to informacja dla maniaków fotografii – tak Bodziu, chodzi o Ciebie). Najłatwiej trafić tu kierując się na konkretną ulicę na GPS – Ngunguru Road.

pol_1

pol_2

Po powrocie spotkaliśmy naszych hostelowych sąsiadów, którzy wracali z wycieczki z okolicznych jaskiń Abby Caves. Mokrzy praktycznie od stóp do głów opowiadali nam jak fantastycznie spędzili czas. Po chwili wiedzieliśmy już jak zaczniemy kolejny dzień, ale o tym już w kolejnym poście 🙂

Informacje:

  • Nocleg w The Little Earth Lodge – $30 od osoby w pokoju 3-os
  • Autostarda – $2,20 lub $2,40 jeśli bilet kupujecie w kiosku na stacji

You Might Also Like