Zwiedzamy północ III

Słyszeliśmy narzekania, że mało piszemy, więc szybko nadrabiamy zaległości i opisujemy kolejną porcję przygód z podróży na północ.

t1

Po wizycie na 90-miles Beach noc spędziliśmy w sympatycznym hostelu. Rano wstaliśmy, zjedliśmy tosty, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy żwawo do Cape Reigna, czyli do miejsca najbardziej wysuniętego na północny zachód Nowej Zelandii. Znajdująca się tam latarnia morska powoduje, że miejsce to wygląda jak wyjęte z pocztówki. Dodatkowo jest to święta ziemia maorysów – według ich wierzeń z pobliskiego urwiska dusze po śmierci skaczą do oceanu. Jest to też miejsce gdzie zderza się Pacyfik z Morzem Tasmana, dzięki czemu fale osiągają niesamowite rozmiary.

t2

Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy po obejrzeniu latarni morskiej z każdej strony nie poszli na spacer na jedną z pobliskich plaż. Kuba tradycyjnie wskoczył do wody, chociaż o pływaniu nie było mowy, bo fale były ekstremalne, a pobliskie skały nie napawały optymizmem 😉

t4

t5

t6

Po wysuszeniu się i wspinaczce z plaży do samochodu skierowalismy się na północ. Po drodze zobaczyliśmy znak, że można zobaczyć pobliskie ruchome wydmy (ang. sand dunes). I to był czad! Wydmy były ogromne, a co więcej można było po nich zjeżdżać na deskach!

t9

Późnym wieczorem zajechaliśmy do małego hostelu, który okazało się, że był w środku niczego (GPS i mapy nie wiedziały, że tam jest cokolwiek). Dzięki czemu mogliśmy delektować się prawdziwą ciszą, odgłosami natury i przepięknym widokiem gwiazd, które wydawały się, że są na wyciągnięcie ręki. Pięknie!

You Might Also Like