Zima w Nowej Zelandii

Wiele osób pyta się nas jak wygląda tutejsza zima. Mi osobiście Nowa Zelandia zawsze kojarzyła się z krajem dość egzotycznym, a co za tym idzie raczej ciepłym. Faktycznie, przez cały okres trwania zimy mieliśmy może jedną lub dwie noce, kiedy to temperatura spadła poniżej zera (1 lub 2 stopnie). W Auckland były to najzimniejsze noce od wielu lat.

Zima w Auckland to około 12-15 stopni Celsjusza w ciągu dnia i około 6-12 stopni w ciągu nocy. Mówi się, że w ciągu dnia można doświadczyć tu czasem 4 pory roku, co nie jest wcale aż taką przesadą. Pada bardzo często, rzadko jednak kiedy zachmurza się na cały dzień, więc wychodząc rano z domu zawsze można spodziewać się też pięknego słońca. Działa to niestety i w drugą stronę. Zatem wychodząc z mieszkania nauczyliśmy się brać ze sobą zarówno kurtki jak i solidne parasolki. Silny wiatr znad oceanu nie ma litości dla kiepsko wykonanych parasolek, których połamane druty sterczą później z okolicznych koszy na śmieci.

Nie ma tu śniegu, choć zdarzyło nam się w tym roku oberwać z gradu. Jadący na rowerze Kuba, nie wspomina tego spotkania z entuzjazmem.

Najtrudniejsze w przetrwaniu tutejszej zimy była temperatura oraz wilgotność. Nie chodzi jednak o temperaturę panującą na zewnątrz, ale raczej tą w mieszkaniach. Tutejsze mieszkania nie są bowiem wyposażone w kaloryfery, często też mają duże okna, które nie dają praktycznie żadnej izolacji. Przez większość czasu radziliśmy sobie bez farelki. Nie będę jednak ukrywać, że W chłodniejsze dni zdarzało mi się grzać się w łazience w towarzystwie suszarki lub w salonie/kuchni przy włączonym piekarniku.

Co by było śmieszniej, zima się skończyła a my zakupiliśmy grzejnik. Zakup spowodowany był tym, że w mieszkaniu zaczęła pojawiać się wilgoć, z którą nie dawał sobie rady nawet nasz odwilżacz, który w ciągu dnia zbiera chyba z 1,5 – 2l wody. Niestety przy 12 stopniach panujących w mieszkaniu, nic nie schło, więc grzejnik okazał się jedynym słusznym rozwiązaniem.

zima_1-compressor

Pamiętam jak śmialiśmy się, gdy pytaliśmy się jak Kiwi spędzają zimę: w łóżku z kocem elektrycznym. Po tej naszej pierwszej zimie, wcale im się nie dziwie. My zakupiliśmy również sporo bielizny termoaktywnej oraz bluz z wełny merino. A cześć wieczorów faktycznie spędziliśmy w łóżku pod kołdrą, z grubymi skarpetami na stopach i kubkiem gorącej herbaty.

Nie było jednak tak źle, zwłaszcza tutaj w Auckland dzień jest dłuższy niż ten w Polsce. W najkrótsze dni słońce wschodziło ok 7:30, a ciemno zaczynało robić się jakoś przed 17:00. Pomimo częstych deszczy słońca nam nie brakowało. Wszystkie zimowe biegi przetrwałam w krótkich spodenkach i nawet dorobiłam się biegowej opalenizny.

Od 1 września mamy już wiosnę, którą coraz bardziej czuć w powietrzu. Magnolie już praktycznie przekwitły, dni robią się coraz dłuższe, a i Kuba zaczął cieplejsze popołudnia spędzać na balkonie. Z niecierpliwością wypatrujemy lata, z którym to rozpoczniemy dalsze zwiedzanie Nowej Zelandii. A plany na lato mamy zacne!

zima_3-compressor

You Might Also Like