Wyspa Waiheke

Powoli będziemy starać się nadrabiać zaległości w opowieściach na blogu spowodowane brakiem dostępu do internetu. Tym razem zapraszamy Was na opowieść o naszym, jeszcze styczniowym, wypadzie na wyspę Waiheke.
Waiheke to chyba najsłynniejsza wyspa w zatoce Hauraki. Znajduje się około 35 minut podróży promem z przystani w centrum Auckland.

W_2

Jeszcze z 30 lat temu, wyspa słynęła z dość nietypowego i mało przyjaznego towarzystwa, które nie chciało przystosować się do życia społecznego. Obecnie wygląda to jednak zupełnie inaczej. Wyspa słynie z winnic i dobrego wina, luksusowych ośrodków wypoczynkowych i restauracji.
W pierwszym zamyśle, chcieliśmy pozostać na wyspie cały weekend, ale nawet noc „u kogoś” wyszukana w serwisie airbnb, była dość droga. Postanowiliśmy zatem udać się na wyspę w sobotni poranek by spędzić tam cały dzień. Waiheke jest tak blisko, że pewnie udamy się na nią jeszcze nie raz.

Plan na dzień zakładał przejście wzdłuż wybrzeża (Coastal Walk – około 3-4 godziny), odpoczynek i kąpiel na plaży, no i oczywiście odwiedziny i degustacje w winnicach.
Ostatecznie piesza wycieczka nie zmieściła się w naszym planie dnia. Udając się na wyspę nigdzie nie znaleźliśmy informacji jak i gdzie zaczynają się trasy. I zamiast od razu po wylądowaniu na Matiatia Wharf udać się w prawo lub w lewo, gdzie startują trasy, my udaliśmy się 1,5km pieszo do Oneroa, gdzie znajdował się punkt informacyjny (i-SITE). Tam dopiero otrzymaliśmy mapkę z trasami. Tym razem postanowiliśmy odpuścić pieszą wycieczkę i udać się od razu na najpiękniejszą plaże na wyspie – Onetangi Beach.

W_3

Plaża znajduję się kawałek drogi od miasteczka, w grę wchodził zatem autobus. Tu czekała na nas dobra wiadomość, bo w autobusach na wyspie również działa karta komunikacyjna z Auckland (AtHOP), więc nie musieliśmy kupować dodatkowych biletów. Autobus zatrzymywał się dosłownie co 200m i jechał dość okrężną drogą. Cieszyliśmy się zatem, że istniej coś takiego jak GPS i mapy w telefonie, które pozwalały nam zorientować się, gdzie jesteśmy.
Zanim jednak udaliśmy się zaczerpnąć witaminy D w dużej ilości, postanowiliśmy zagłuszyć nasze (już dość głośne) burczenia w brzuchach w okolicznej knajpce.
Najedzeni, legliśmy jak jesteśmy dłudzy i szerocy (Kuba w barach oczywiście) na pięknej piaszczystej plaży. Bajka! Zrobiło się naprawdę pięknie, słonko grzało, przyjemny szum morza i ten rozciągający się dookoła widok. Wystarczy niecała godzina drogi i z ruchliwego i tętniącego życiem miasta można poczuć się jak na wakacjach, bez trosk i zmartwień.

W_4_edited

Zbliżała się 15:00, a na nas czekały jeszcze wizyty w winnicach. Kuba wybrał trzy, które znajdują się w miarę w blisko siebie i ruszyliśmy na zwiedzanie.

W_5-1

W pierwszym miejscu Wild on Waiheke, panowała istnie wakacyjna atmosfera. Całe rodziny siedziały przy stolikach czy na pufach, wśród okolicznych winnych krzewów, bawiąc się, śpiąc, rozmawiając i grając w przeróżne gry. Po krótkich poszukiwaniach sali degustacyjnej, zamówiliśmy kieliszki z winem i usiedliśmy do stolika (koszt pełnej degustacji to ok $12). Degustacja nie trwała długo, wiadomo, ilości degustacyjne. Na miejscu można było również zdegustować wytwarzanego przez Wild on Waiheke piwa oraz kupić ich przetwory, z czego oczywiście również skorzystliśmy (przetworów, nie piwa).

W_8

W_7

Zbliżał się czas obiadu i nasze kolejne kroki poprowadziły nas do najstarszej winnicy na wyspie, gdzie planowaliśmy zjeść lunch. Stoneridge to naprawdę piękne miejsce, jednak my wyszliśmy z niego z niesmakiem. Fakt, nie byliśmy ubrani w markowe koszule, ale jednak byliśmy klientami, którymi nikt się nie zainteresował. Przy stoliku, czekając na kelnera spędziliśmy ponad 20 minut i mieliśmy zdecydowanie dosyć. Kuba zdobył się jeszcze na spróbowanie jednego z tamtejszych win, podchodząc do baru. Ceny win za kieliszek degustacyjny, naprawdę wysokie, choć przyznaję, że wino było wyjątkowe. Pomimo dobrego wina, tak jak pisałam wcześniej, wyszliśmy z Stoneridge niezadowoleni i głodni.

W_9

W_10

Z wielką nadzieją udaliśmy się do trzeciej winnicy Te Motu. Miejsce piękne, spokojne i z fantastycznym widokiem. Od wejścia niestety Pani poinformowała nas, że kuchnia otwarta będzie dopiero za 2 godziny, co mocno nas zasmuciło. Zdecydowaliśmy się jednak na degustację i kilka przekąsek. Wina znakomite, jednak dość drogie, więc tym razem nie zdecydowaliśmy się na zakup. Trzeba będzie tam kiedyś wrócić, jak już przestaniemy przeliczać wszystko na złotówki.

Te Motu Vineyard była ostatnim punktem na planie naszej wizyty na Waiheke. Po niej zbieraliśmy się już z powrotem na przystań. Autobus powrotny był tym razem dość mocno zatłoczony, a na zakrętach trzeba było się mocno trzymać by nie wylądować na szybie – taka dodatkowa atrakcja. Wracając prom zatrzymał się jeszcze po drodze na przystani w Devonport, który również planujemy odwiedzić w najbliższym czasie.
Nim się obejrzeliśmy, byliśmy z powrotem w Auckland. Z odświeżoną opalenizna, zaczęliśmy planować kolejne dni, w których miasto obchodziło swoje 175 urodziny (niezły wyczyn, co?!).

W_12

Informacje:
$ – koszt biletu na prom w jedną stronę na wyspę to ok $20
$ – bilety autobusowe na podróże po wyspie wyniosły nas ok $10

You Might Also Like