Sto lat – Auckland!

Tak, jak wspomnieliśmy w ostatnim poście Auckland w styczniu świętowało swoje 175-te urodziny. Dla nas Europejczyków nie jest to może zbyt wielki wyczyn, ale tutaj świętowali to bardzo hucznie. Całe obchody trwały długi weekend od 24 do 26 stycznia.

W trakcie obchodów odbywał się konkurs Artystów Ulicznych, którzy od godziny 13:00 każdego dnia, w różnych punktach miasta demonstrowali swoje umiejętności. Występ trwał około 30 minut, po czym artysta przenosił się w inne miejsce. My mieliśmy okazję podziwiać Fire Guya który podpalał co się dało, jeżdżąc na deskorolce.

b_01

Bendy Em, która potrafiła tak się poskładać, że mieściła się w sześciennym, przezroczystym pudełku. Był także Bike Boy, który swym doskonałym humorem i akrobacjami na rowerze rozbawiał publiczność.

b_3

W sobotnie popołudnie chcieliśmy skorzystać z odbywającego się w pobliżu Seafood Festivalu, ale dość niejasne zasady dotyczące opłat trochę nas zniechęciły. Wieczór natomiast spędziliśmy na Queen’s Wharf, gdzie odbywał się koncert na świeżym powietrzu. Wszystko w atmosferze rodzinnego pikniku, z rozstawionymi budkami z jedzeniem i pamiątkami.

b_6

b_5

Około godziny 21 przenieśliśmy się w okolicę Waynard Quater, by stamtąd oglądać urodzinowe fajerwerki. W porównaniu do tych sylwestrowych to było prawdziwe widowisko. Strzelano nie tylko ze słynnej Sky Tower, ale również z nabrzeża. Niebo po prostu rozświetlało się kolorami na ponad 20 minut. To było coś naprawdę pięknego!

b_8

Kolejny dzień urodzin miasta spędziliśmy obserwując doroczne regaty (podobno są to największe jednodniowe regaty na świecie). Nie będę ukrywać, że towarzyszyły temu całe pokłady zazdrości, że sami nie znajdujemy się na jednym z tych przepięknych jachtów. Uroku dodawała oczywiście przepiękna, słoneczna i wietrzna pogoda. Liczba jachtów znajdująca się na akwenie, wzbudzała niemały zachwyt wsród wszystkich obserwujących, a silny wiatr sprawiał, że chyba nie wszystkie załogi radziły sobie dobrze w panujących warunkach. Mijanki w ostatnich momentach, lub przechodzenie za rufą czy przed dziobem bywały emocjonujące chyba nie tylko z lądu.

b_9

b_10

Gdy wystartowały już wszystkie załogi przenieśliśmy się do portu. Tu znajdowały się budki z rozrywką dla każdego, stoiska jak z filmowego wesołego miasteczka. Tutaj można było też coś zjeść lub nawet udać się na wycieczkę helikopterem, który przylatując na nabrzeże strącał z głów kapelusze stojących w pobliżu ludzi. Oglądanie goniących po nabrzeżu kapelusze ludzi wyglądało bardzo zabawnie.

b_13

Tak sobie myślę, weekendy mijają nam tu chyba jeszcze szybciej niż w Polsce.

szczudla drzewa

You Might Also Like