Rotorua – Maori, gejzery i błotne spa

„Śmierdzi, ale trzeba zobaczyć” – tak właśnie po raz pierwszy usłyszałam o Rotorurze, czyli mieście oddalonym o około 3 godziny drogi samochodem na południowy-wschód od Auckland. W pierwszym roku pobytu w Nowej Zelandii wcale nie ciągnęło nas by odwiedzić to jedno z najbardziej aktywnych wulkanicznie regionów Nowej Zelandii. Po pierwsze dlatego, że wielkimi fanami unoszącego się w powietrzu zapachu siarki nie jesteśmy, a po drugie dlatego że Rotorua to również wielka atrakcja turystyczna. A my jakoś się nie pchamy w miejsca, gdzie jest szansa utonąć w tłumie turystów.

Ale! Z doświadczeniam Wam powiem: zwiedzanie Nowej Zelandii nie byłoby pełne bez zobaczenia Rotoruy i tego co ma do zaoferownaia. My sami przekonaliśmy się, że cytat z początku tekstu jest trafny w 100% (dzięki Marika!).

Rotorua na tradycyjnie i na gorąco

Rotorua na tradycyjnie i na gorąco

Rotorua zawdzięcza swoją nazwę od jeziora nad którym leży. W języku Maorysów oznacza ‚Drugie jezioro‚ (Roto: jezioro, rua: dwa/drugie). Wszystko dlatego, że jeden z ówczesnych moryskich odkrywców, imieniem Ihenga, podczas swojej wyprawy, odkrył jezioro jako drugie… Mało to może romantyczne, ale nie da się ukryć, że facet musiał być praktyczny w nadawaniu nazw. Rotorua stała się sławna ze względu na liczne gorące źródła, siarkowe powietrze i moaryskie wioski.
Rotorua to taki trochę nasz Ciechocinek, z licznymi kurortami, ośrodkami spa i ekskluzywnymi hotelami, z drugiej strony jest pełne historii i maoryskiej tradycji, której nie mogliśmy przestać słuchać i podziwiać.

Podczas naszej pierwszej wizyty udało nam się odwiedzić Te Puia, czyli miejsce, gdzie możnaę zasmakować po trochu wszystkiego z czego słynie miasto. To tu znajduje się najsłynniejszy gejzer Pohutu (Big Splash), który wybucha nawet do 20 razy dziennie, do tego wrzące źródła, błotne baseny, ale również Kiwi house oraz tzw. Hangi, gdzie można dowiedzieć się więcej o maoryskiej kulturze.

Te Puia

Te Puia

rotorua_wideo_cover

Wai-o-tapu

Jeśli tylko macie czas i okazję, warto wybrać opcję biletu z cultural performance. Maorysi są bardzo gościnni i wśród śpiewu i tańca zapraszają turystów do siebie. Przed przedstawieniem, z grupy turystów wybiera się „Wodza”, który reprezentuje całą grupę przed Maoryskim wodzem. Z dumą przyznaję, że naszym wodzem został Kuba. Dzielnie wytrzymał całą prezentacje i z poważną miną przyjął lekko przerażający taniec powitalny, ale i gałązkę pokoju.

Podczas przedstawienia, poznajemy historie, rytuały oraz zabawy Maorysów, no i punkt kulminacyjny – taniec Haka.
Oczywiście nie byłoby zabawy, gdybyśmy sami nie mogli spróbować tańca i zabaw. Wizyta w Te Puia to około 3 godziny. Warto również podłączyć się do darmowych wycieczek z przewodnikiem (zapytajcie się o tę możliwość w kasie przy wejściu).

Przedstawienie kultury Maoryskiej w tzw. Hanga

Przedstawienie kultury Maoryskiej w tzw. Hangi

Kolejna wizyta w mieście pachnącym jajkami, przypadła nam jakieś 2 miesiące później, a dokładniej w samą Wielkanoc. Tak trochę tematycznie z tymi jajkami nam wyszło ?

Tym razem w Rotorurze znaleźliśmy się z moim bratem Jackiem oraz naszym przyjacielem Tomaszem. Chcąc zobaczyć trochę inne atrakcje niż poprzednio, zabraliśmy chłopaków do Wai-o-tapu. Przepiękne miejsce stworzone przez wody termalne. To tu znajdziecie Champagne Pool oraz Primrose Terraces, które powstawały przez ponad 900 lat. To jest miejsce, gdzie zobaczycie jeziora w różnych odcienach szarości, zieleni czy żółci, wielkie dziury w ziemi z gotującą się wodą, no i gejzery też się jakieś znajdą. Jeśli planujecie wizytę w słoneczny dzień, koniecznie weźcie ze sobą wodę, kapelusz, okulary i dużo kremu z filtrem. Po drodze do Wai-o-tapu znajdzicie kierunkowskaz na mud pools, warto zjechać na 10 minut, bo baseny błota są tu dużo ciekawsze niż te w Te Puia i są za darmoszkę ?

Rotorua_wai-compressor

Kulturę Maoryską postanowiliśmy zaprezentować naszym gościom przy kolacji. Nie byle jakiej, bo na kolację udaliśmy się do wioski Mitai (Mitai Maori Village). To tu odbyło się przedstawienie, prezentacja broni, kultury, pieśni i tańców Maorysów. Tym razem wodzem naszej grupy został Tomek (pełna profeska!). Cały pokaz zaczął się nad rzeką, gdzie wojownicy Maori przypłynęli łodzią. W związku z tym, że cała atrakcja odbywała się wieczorem, oświetleni ognistą pochodnią wojownicy wyglądali naprawdę dostojnie. Po przedstawieniu udaliśmy się do namiotu, gdzie czekały na nas stoły uginające się od ilości przygotowanego jedzeniem. Mięso i kumara (tutejsze ziemniaki) były przygotowywane w tradycyjny sposób – długo gotowane głęboko w ziemi. Były też tradycyjne desery: pavlova oraz czekoladowy pudding. Tak objedzeni dawno nie byliśmy. Atrakcja kończyła się spacerem, podczas którego można było zobaczyć glovworms, czyli świecące robaczki. My byliśmy zachwyceni!

Rotorua_maori-compressor

Przedstawienie w wiosce Mitai

Przedstawienie w wiosce Mitai

Nie mogliśmy też sobie odpuścić wizyty w błotnym spa oraz kąpieli w wodzie siarkowej. Był to idealny relaks po dwóch intensywnych dniach w Rotorurze.

rotorua-bloto

rotorua-spa

Rotorua to nie tylko gorące źródła i maorysi. To miasto to również zagłębie wszelkich atrakcji sportowych, z których nie omieszkaliśmy skorzystać. Ale o tym następnym razem…

A tymczasem dorzucam też filmik z Wai-o-Tapu:

You Might Also Like

  • Naprawdę fajny tekst, a dla mnie podwójnie bo sam w niedalekich planach mam Nową Zelandię 🙂
    Także dziękuję za podpowiedzi i uchylenie „rąbka tajemnicy” 😉
    A jeśli będziecie wybierać się do Francji, to zapraszam do mnie: http://przewodnikparyz.blogspot.com/

    Chociaż z tego co widzę bardziej preferujecie miejsca na odludziu, a Paryż do nich z pewnością nie należy, ale… może… kiedyś… 🙂

    W razie czego macie już sprawdzony namiar i kontakt do osoby, która mieszka we Francji na stałe i chętnie Wam podpowie co i jak 😉

    Super blog! Będę do Was zaglądał 😉

    • trampkiwpodrozy

      Przyjeżdżaj do Nowej Zelandii, będzie fantastycznie! 🙂

      Dzięki za miłe słowa 🙂 Do Paryża za szybko pewnie nie zawitamy, ale w sumie kto to tam wie?! 😀

  • Sebastian Soczyński

    Cześć. Właśnie planuje wakacje w NZ i trafiłem na wasz blog. Ciekawe wpisy które na pewno pomogą w planowaniu 🙂 Niestety będę w Rotoru’i tylko 2 noce. Zastanawiam się które atrakcje wybrać Te Puia czy Wai-o-Tapu ? Z atrakcji kulturalnych widzę że są dwie ciekawe opcje Tamaki Maori Village lub w Te Puia.
    Co byście polecali na tak krótki pobyt ? Pozdrowienia z Wrocławia 🙂

    • trampkiwpodrozy

      Opcje kulturalne są trzy: Te Puia, Tamaki oraz Mitai. Jeśli chodzi o jak najpełniejsze przeżycie to polecamy Wai-o-Tapu i Mitai. Jeśli szukacie opcji ekonomicznej to można pójść tylko do Te Puia, tam będą zarówno atrakcje wulkaniczne i kulturalne.
      2 noce, czyli 3 dno to wcale nie tak krótko 🙂 Ja bym pojechał do Wai-o-Tapu od rana, później zahaczył o Zorba, a wieczór spędziłw Mitai. Następnego dnia warto pojechać gondolą, a wieczorem pójść na błotne spa do Hells Gate.

      • Sebastian Soczyński

        Dzięki za radę. Pozdrawiam