Rafting, czyli Rotorua na sportowo!

Kia Ora!
O Rotorua pisaliśmy już jakiś czas temu. Wtedy skupiliśmy się na atrakcjach związanych z kulturą maorysów, gejzerach, gorących źródłach i zapachu siarki.
Tym razem chcielibyśmy Wam pokazać, że Rotorua to również miejsce, gdzie odnajdą się zapaleńcy spacerów jak i wszelakich sportów mniej lub bardziej ekstremalnych.

Zacznijmy powoli. Po pierwsze spacer wokół jeziora, znajdziecie tam przepiękną ścieżkę, którą można się przejść lub przebiec. Wszystko w towarzystwie unoszących się oparów siarki, więc momentami otoczenie wygląda jak nie z tej ziemi.
Tych, którzy chcieliby podziwiać okolicę z wysokości pewnie zainteresuje gondola. Tu, tak jak i w Queenstown znajdziecie luge, czyli samochodzik: w połowie gokart, w połowie toboggun, który zasilany grawitacją zjeżdża w dół :). Zabawa na nich jest przednia!

My polecamy wyprawę na Zorb. Zabawa całkowicie bezpieczna. Do wyboru są trzy różne tory, z czego na jednym można się ścigać z inną kulą, a do kuli można wejść w więcej osób. Po zjeździe można coś zjeść lub odpocząć w jacuzzi. Zjazdy trwają krótko i każda trasa jest inna więc warto wypróbować wszystkie trzy. Godzinka zabawy i można ruszać na dalsze zwiedzanie.

Podczas wizyty w Rotorua, mieszkaliśmy w hostelu ‘Rock Solid Backpackers’, w którym znajdowała się ścianka wspinaczkowa. Oczywiście Kuba z Jackiem nie mogli przegapić takiej szansy i wgramolili się na sam szczyt. Ja z odpowiedzialnym zadaniem bycia fotoreporterem stąpałam twardo po ziemi, ani myśląc łazić po ścianach (w postanowieniu wytrwałam do zeszłego tygodnia).

rotorua-scianka

Jedna z fajniejszych atrakcji jaką zaliczyliśmy w Rotorua był rafting. Tutejszy rafting słynie z tego, że przepływasz najwyższy na świecie wodospad, na którym odbywają się komercyjne spływy pontonowe. 7 metrów wysokości to naprawdę niezła przygoda! Firm organizujących spływ znajdziecie tu dużo, my korzystaliśmy z Kaitiaki. Co nam się bardzo podobało, to że przed spływem opowiedziano nam historię tego miejsca i tego jak wiąże się z kulturą Maorysów.
Nie był to dla nas pierwszy tego typu spływ, ale pierwszy, w którym musieliśmy się chować w całości do pontonu. Pomimo, że jest czas na naukę komend i współpracy z pozostałymi członkami załogi to przyznać trzeba, że cała akacja zaczyna się bardzo szybko. Nie ma tu miejsca dla maruderów. Sam wodospad – coś przepięknego! Nie ma jednak za bardzo czasu na podziwianie widoków, bo co chwilę głowę masz schowaną między nogami, a po chwili czujesz, że jesteś pod wodę. Idealna zabawa! Całe szczęście, tak samo szybko jak spadasz i wpadasz w spienioną wodę, tak szybko się też wynurzasz. My trafiliśmy na niezłą załogę, którą przewodzili Tom&Jerry, czyli Tomek i Jacek, których polskich imion nasz instruktor wymówić po prostu nie potrafił. Mokrzy, ale szczęśliwi mieliśmy okazję, podziwiać wywrotkę kolejnego pontonu. Wszyscy zostali wciągnięci z powrotem na pokład i cała ekipa wróciła szczęśliwie do bazy. Wodospad można przepłynąć również kajakiem, chociaż to już wyprawa dla naprawdę zaprawionych w bojach kajakarzy.

rotorua-rafting-dowody

rotorua-rafting-wwodzie

rotorua-rafting-wodospad

rotorua-ponton-zabawa

Warto przeglądać tutejszego grupona, na którym znaleźć można naprawdę niezłe oferty. Nam na takową udało się trafić, więc nie dość, że taniej to jeszcze z pakietem zdjęć w cenie.

A jeśli wolicie atrakcje z jeszcze większą dawką adrenaliny, kawałek za miastem znajdziecie Agroventures Adventure Park. Tu możecie skoczyć na bungy, swoopa czy skorzystać z tunelu aerodynamicznego na wolnym powietrzu.

Do Rotorua po prostu trzeba się wybrać, choć polecamy omijać terminy długich weekendów. A zwłaszcza w wakacje warto zarezerwować niektóre atrakcje wcześniej.

Dobrej zabawy!

You Might Also Like