Pół roku w Nowej Zelandii

Ostatnio zdaliśmy sobie sprawę, że właśnie minęło pół roku od czasu jak przenieśliśmy się do Nowej Zelandii. Ten czas sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, co takiego zmieniło się w naszym życiu oprócz adresu?

pol_2

Pozytywne podejście do życia

Takie podejście otacza nas z każdej strony. Pomimo tego, że w Auckland spotkać można osoby o różnej narodowości, w większości spotykamy się z ciepłym uśmiechem i dobrym słowem. W każdym sklepie można wdać się w ciekawą pogawędkę z kasjerem, nie ważne czy kupujesz spodnie czy bułkę.

Rozmowy o pogodzie i transporcie

To chyba ulubiony temat Nowozelandczyków. Pogoda, zwłaszcza zimą jest tu tak zmienna, że pogawędka z pogodą w tytule jest zawsze aktualna i na topie. Transport to chyba główny powód narzekań mieszkańców Auckland. Pomimo zwiększonych ilości autobusów/pociągów, nigdy nie możesz być pewnym czy dany pojazd podjedzie o czasie. Czasem zwyczajnie się nie pojawia.

Lepsze zdrowie

Od jakiegoś czasu mieszkając w Poznaniu borykałam się z poważnymi problemami z zatokami. Od czasu przeprowadzki, pomimo kataru, nie miałam z nimi jakiegoś większego problemu. Codziennie staramy się też zajadać łyżeczkę miodu z manuki, który jak wierzymy utrzymuje nas w dobrym zdrowiu (z pewnością nie szkodzi).

Mniej czasu w aucie

Do tej pory nie kupiliśmy samochodu. Mieszkanie w centrum pozwala na taki luksus, bo wszędzie mamy blisko, a komunikacja z centrum jest znacznie lepsza niż z innych regionów Auckland. Jeśli planujemy podróż, auto po prostu wypożyczamy. Odeszły nam koszty utrzymania auta, zamartwiania się czy ktoś ukradnie nam znaczek i kierunkowskazy, czy opłat za wynajęcie miejsca parkingowego. Przyznaję, że trochę brakuje mi prowadzenia auta, bo to uwielbiam, ale psychicznie i fizycznie po prostu odpoczywamy.

Budujemy oszczędności… na nowo

Nie da się ukryć, że przeprowadzka na drugą półkulę sięgnęła głęboko do naszej kieszeni. Tu też trzeba zakupić nowe rzeczy, wpłacić kaucje na mieszkanie. Z początku lista zakupów praktycznie nie ma końca, a przecież w planach jeszcze tyle miejsc do zwiedzania. Zatem ograniczenia własnych zachcianek jedzeniowych, ubraniowych, kosmetycznych czy technologicznych są tutaj jak najbardziej na miejscu.

Internet

Tak, tu znacznie zmieniła się jego prędkość. Znów wróciliśmy do czasów, kiedy to strona ładowała się kilka minut. Pasek postępu w filmie na youtubie ładuje się czasem dłużej niż upływające minuty na zegarku. Nie jest jednak najgorzej, internet w komórce jest, a my dajemy radę się komunikować z rodziną i znajomymi na Skype. Czego chcieć więcej?

Nowe znajomości

Siedząc w Polsce mieliśmy wspaniałą grupę znajomych (chyba jeszcze mamy 🙂 ), ale tu nie ma innego wyjścia jak nawiązać nowe znajomości. Nowa kultura, język, zachowanie to są elementy życia socjalnego, które są naszą codziennością. Z kolei mieszkający tutaj Polacy to osoby naprawdę otwarte. Chyba wszyscy tęsknimy za możliwością pogadania, poplotkowania i pożartowania w naszym polskim języku. Kto inny zrozumie nasze suchary?

Pocztówkowe odrodzenie

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam otwierać skrzynkę pocztową (tę tradycyjną) i oprócz comiesięcznych rachunków i codziennych reklam (których tu praktycznie nie ma), wyciągać listy i kartki od Was. Święta, rodzinne jubileusze czy kartki z wakacji. Nie możemy być z Wami w tych chwilach osobiście więc pocztowa wymiana ciepłych słów i pięknych krajobrazów sprawia nam wiele przyjemności.

Brak ogrzewania w mieszkaniu

Bez żartów, nie mają tu kaloryferów, a domy budowane są z „tektury”. Tylko te lepsze mieszkania posiadają klimatyzację. Jeśli nie chcesz marznąć zimą to albo kupujesz grzejnik elektryczny (oh, wracają wspomnienia mieszkania w kamienicy na Stablewskiego) albo zwyczajnie więcej przytulasz się do swojego partnera 🙂

Awokado ma smak, a ser jest drogi

Temat jedzenia to przynajmniej w naszym wypadku temat rzeka. Na co dzień jemy chleb tostowy, przy każdym kęsie wspominając nasze pyszne chleby z chrupiąca skórką (Sęczek, rozważ eksport swoich wypieków!). Wybór serów jest stosunkowo niewielki (tych zagranicznych), a ceny odstraszają. Każdy znajdzie coś dla siebie, aczkolwiek brakuje nam serowych półek i unoszącego się przy nich charakterystycznego zapachu. Butelka piwa jest praktycznie w podobnej cenie, co butelka wina. Oferta restauracji i knajp jest natomiast niesamowita, a wyjścia do restauracji czy baru w weekend jak i w tygodniu należy do tutejszych zwyczajów.

Odkrywamy

Zdecydowanie więcej czasu poświęcamy na podróże i zwiedzanie. Nie tylko takie poza Auckland, ale również w samym mieście. Latem staraliśmy się korzystać z atrakcji i wydarzeń organizowanych przez miasto. Piesze wycieczki, czy wyjazdy promem na wyspy były elementem naszych weekendów. Zima, trochę mniej obfituje w takie wycieczki, ale staramy się nadrabiać bardziej towarzysko.

Widok na ocean

Mieszkanie przy nabrzeżu to chyba moja ulubiona zmiana. Każde wyjście z mieszkania wiąże się ze spacerem przy oceanie. Obserwacja promów czy pobliskiej mariny to coś naprawdę niesamowitego. Bieganie wzdłuż oceanu, obserwowanie wschodów i zachodów słońca, niezliczonej liczby żeglujących jachtów sprawia, że zapominam o troskach, sprawach pilnych i tych do załatwieniach i po prostu wpatruje się i wsłuchuje w rytm fal.

pol_3

To tylko kilka elementów, które zmieniły się od czasu naszej przeprowadzki.

Czy podoba nam się w Nowej Zelandii? Bardzo.
Czy tęsknimy za Polską? Bardzo.

You Might Also Like