2015 Devonport 10km Classic

Melduję, że dobiegłam!
Swoje pierwsze 10km w oficjalnych zawodach biegowych przebiegłam z czasem 01:04:37, co jak dla mnie jest niemałym osiągnięciem. Bieg miałam potraktować jako trening przed listopadowym półmaratonem,jednak w trakcie ciężko było odpuścić i trening okazał się całkiem solidnym wyścigiem na wysokim tętnie.

W niedzielny deszczowy poranek obudziła mnie melodia ze ścieżki dźwiękowej z filmu Rocky. Obudził Was tak ktoś, kiedyś? Melodia daje energetycznego kopa!

Zjadłam nasze tradycyjne przedzawodowe śniadanie w postaci kanapek z miodem. Spakowaliśmy ostatnie rzeczy i ruszyliśmy na poranny prom odpływający do Devonport.
W między czasie pogoda się poprawiła a na miejscu przywitało nas piękne słońce.

dev_1

Krótka rozgrzewka, kolejka do toi-toi, odprawa i o 9:10 start. Z początku powoli, by nie pogubić się już na samym początku. Trasa doskonale oznaczona, tłum biegaczy i piękne widoki. Sam Devonport jak ostatnio opisywaliśmy jest naprawę uroczą dzielnicą Auckland, więc zachwycających krajobrazów mi nie brakowało.

dev_7

Bieg odbywał się chodnikami, więc obok siebie mieściły się zaledwie dwie osoby. Zatem jakiekolwiek wyprzedzanie wiązało się z kombinowaniem i skakaniem po trawie lub po ulicy.
Podczas biegu widać też było różnice zachowań zawodników. W Polsce łatwizna, biegniesz wolniej – trzymasz się prawej, tu w teorii zawodnicy powinni trzymać się lewej. Był to jednak totalny misz-masz, jedni lewą, drudzy prawą. Czasem musiałam uprawiać niezły slalom. Osobiście nie przeszkadzało mi to tak bardzo, trasa zyskała trochę na urozmaiceniu, choć przyznaje, że czasem wybijało to z rytmu biegu.

dev_2

Najtrudniejszym etapem była wspinaczka na North Head. Wzgórze, z którego roztacza się panorama na miasto. Stromizna straszna, choć ku mojej radości przerywana krótkimi odcinkami wypłaszczenia, które pozwalały troszeczkę wyrównać oddech. Całe szczęście, wbiegnięcie na wzgórze wiązało się również ze zbieganiem, które ucieszyło mnie bardziej niż zachwycające widoki na ocean i miasto. Zbieganie oznaczało również, że to już 3 ostatnie, równe kilometry do mety. Finiszowałam sprintem, tak, że ledwo nadążałam przebierać nogami i prawie wpadłam na dziewczyny rozdające „medale”.

dev_3

Na mecie czekał na mnie mój najlepszy kibic z gratulacjami. Potem małe rozbieganie, rozciąganie, krótki spacer po okolicy, kawa i już byliśmy z powrotem na promie do centrum Auckland. Całkiem nieźle jak na niedzielne przedpołudnie.

dev_5

Zawody były z pewnością doskonałym treningiem i dodały mi pewności siebie przed zbliżającym się półmaratonem. Devonport Classic był zdecydowanie udanym debiutem i dał mi sporo satysfakcji!

dev_4

A wieczór spędziliśmy bezkarnie świętując przy diabelskiej pizzy i cydrze!

dev_6
Zdjęcie główne: https://www.facebook.com/RunningEvents

You Might Also Like