Kanadyjką przez rzekę z trzęsieniem ziemi w tle – Whanganui Journey Great Walk

Whanganui Journey Great Walk to wyjątkowy szlak w Nowej Zelandii, gdyż pokonać go można jedynie wiosłując w kanadyjce! Bo Whanganui to zarówno miasto i region na wyspy północnej, ale również długa na 290 kilometrów rzeka. I to właśnie wzdłuż tej rzeki prowadzi trasa great walk-a Whanganui Journey, którą pokonywaliśmy w lutym tego roku.

Kanadyjki nie posiadamy, więc tym razem oprócz rezerwacji noclegów, musieliśmy również wynająć łódkę, a także zapewnić sobie transport na początek trasy oraz odbiór z końca, gdyż trasa nie jest pętlą (zresztą czy ktokolwiek widział rzekę płynącą w kółko?). My skorzystaliśmy z usług  Whanganui River Canoes, którzy byli bardzo pomocni i profesjonalni. W ramach wynajmu dostaliśmy łódkę, wiosła, kapoki, mapy oraz 4 beczki, w które zapakowaliśmy nasz dobytek. Przed startem obejrzeliśmy też film z instruktarzem jak zachowywać się na wodzie oraz co zrobić, gdy zdarzy się nam wpaść do wody (ponoć 50% łódek ląduje do góry dnem) – trochę straszna, ale jednocześnie przydana wiedza.

Według oficjalnego przewodnika trasę Whanganui Journey Great Walk pokonuje się w 5 dni, jednak my, z uwagi na ograniczony czas, zdecydowaliśmy się odpuścić pierwsze dwa dni i ruszaliśmy z Whakahoro w stronę John Coull Hut (37,5 km). Pierwsze kilometry były sporym wyzwaniem, musieliśmy nauczyć się wiosłować, sterować, utrzymać równowagę na rwących nurtach oraz podpływać do brzegu na odpoczynek. Na szczęście piękne widoki, wodospady, otaczające nas zewsząd ptaki oraz cisza i spokój, dodawały nam odwagi i otuchy.

Drugi dzień to trasa do Tieke Kāinga, czyli około 29 kilometrów wzdłuż rzeki w słońcu i z pięknymi widoki. A po drodze czekał nas jeszcze spacer do mostu do nikąd (ang. Bridge to Nowhere), który został wybudowany w 1917 w ramach planu zasiedlenia pobliskich terenów. Plan jednak nigdy nie został zrealizowany, droga do mostu nie została poprowadzona i w tej chwili most jest jedynie atrakcją turystyczną, do której można się dostać na pieszo, rowerem lub kanadyjką. Dla nas była to fajna odskocznia od całego dnia wiosłowania 🙂

Dzień kończyliśmy nocując w chatce, obok której stała marae, czyli święty budynek maorysów, wykorzystywany do religijnych i socjalnych celów. Ponoć często można spotkać tam członków lokalnej maoryskiej społeczności, jednak nam nie było to dane i marae mogliśmy podziwiać jedynie z zewnątrz. Ten dzień był również wyjątkowo, gdyż leżąc już w łóżku, koło godziny 22-ej zaczęliśmy czuć, że chatka się trzęsie. Pierwsza myśl – ktoś kto śpi nad nami nieźle chrapie! Jednak po chwili się zorientowaliśmy – to ziemia się trzęsie! Na szczęście drgania były niewielkie i trwały tylko kilka sekund 😱

Ostatni dzień to tylko około 5 godzin wiosłowania i 22 kilometry do przepłynięcia do Pipiriki, skąd odbierała nas ekipa Whanganui River Canoes. To ponoć na tym odcinku najłatwiej się skąpać, jednak nam udało się przepłynąć suchą stopą 😂

Cała wyprawa była naprawdę niezwykła i pozwoliła nam odkryć Nową Zelandię w trochę nietypowy, bo kajakowy sposób 🙂

Informacje praktyczne:

  • Szlak Whanganui Journey Great Walk otwarty jest zwykle od października do kwietnia. Przed wyruszeniem warto sprawdzać informację o stanie wody, gdyż w przypadku dużych opadów rzeka Whanganui potrafi nieźle wylać i wówczas szlak może być zamknięty.
  • Na trasie trzeba mieć zarezerowane miejsca w chatce lub w namiocie. Na każdym postoją są strażnicy, którzy pilnują porządku oraz sprawdzają, czy każdy ma rezerwację. Cena za miejsce w chatce to 32$ za osobę dorosłą (dzieci nocują za darmo, ale również muszą mieć rezerwację). Nocleg w namiocie to 20$ od osoby dorosłej.
  • Trasa jest o tyle specyficzna, że nie za bardzo można się cofnąć po zapomnianą rzecz z poprzedniego postoju. No chyba, że ktoś ma dużo pary w rękach i da radę płynąć pod prąd!
  • Można śmiało płynąć bez wcześniejszego doświadczenia w pływaniu kanadyjką. Skoro nam się udało, to i Wam się uda 🙂

You Might Also Like