Australia w 17 dni – roadtrip po wschodnim wybrzeżu

W Nowej Zelandii mieszkamy już ponad dwa lata i choć wciąż nie zobaczyliśmy wszystkiego co mamy na liście to na tegoroczne wakacje postanowiliśmy wybrać się do Australii.

To miały być nasze pierwsze prawdziwie długie wakacje we dwoje od dłuższego czasu, więc wypatrywaliśmy urlopu na kilka dobrych tygodni przed jego rozpoczęciem. Poziom ekscytacji wyjazdem wahał się jednak w zależności z kim rozmawialiśmy. Jedni mówili, że w Australii jest pięknie – ekscytacja pozytywna, jednak zdecydowana większość nie dawała nam zapomnieć o pająkach, rekinach i śmiertelnie niebezpiecznych meduzach – ekscytacja negatywna. Jakoś historie o niebezpiecznych stworzeniach bardziej zapadały nam w pamięć i gęsia skórka pojawiała się na plecach i innych miejscach na samą myślę o zbliżającym się terminie wylotu. Na szczęście emocji dodawał fakt, że podczas wyjazdu chcieliśmy spełnić kilka naszych marzeń 😎

Planowanie

Oczywiście chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej. Pierwszy plan zakładał tydzień na zobaczenie zachodniego wybrzeża Australii, a kolejny na podróż po wybrzeżu wschodnim. Najlepiej zahaczając jeszcze po drodze o górę Uluru. Gdy zaczęliśmy czytać i wyszukiwać miejsca, które chcielibyśmy zobaczyć, zderzyliśmy się z realiami australijskich odległości – malutki kawałek na mapie to często ponad 10 godzin jazdy! Urlop jak urlop, człowiek planuje go, żeby wypocząć a nie spędzać większość dnia w samochodzie. W taki oto sposób zamiast zwiedzać oba wybrzeża w pośpiechu postanowiliśmy skupić się na połowie wschodniego wybrzeża 😀

Nasz nowy plan był stosunkowo prosty. Lecimy do Brisbane, wypożyczamy auto i ruszamy na północ do Cairns. Mieliśmy 16 dni i 1700 kilometrów do przejechania. Odległość nie brzmi strasznie, biorąc pod uwagę europejskie standardy, jednak przekładając to na Australie, ograniczenie prędkości do 100km/h (czasem 110km/h) i w zasadzie podróże między 6 rano a 6 wieczorem to już to znacznie ogranicza mobilność. Czemu w takich godzinach? Głównym powodem są kangury pojawiające się na drogach po zmierzchu i wyskakujące nie wiadomo skąd. Ubezpiecznie naszego auta nie obejmowało kangurowych uszkodzeń poza wspomnianymi godzinami.

Główne punkty wycieczki

W związku z tym, że nasz urlop przypadał na czas Świąt Wielkanocnych, zależało nam by choć w niedzielę wielkanocną pojawić się w kościele oraz by mieć dostęp do internetu tak by móc porozmawiać z naszymi rodzinami. Zatem pierwsze dni zaplanowaliśmy na zwiedzaniu Brisbane i jego okolic, z Lone Pine Koala Sanctuary na czele (tak, tak – były koale!). Kolejnym dużym punktem na trasie miało być Airlie Beach z wymarzonym rejsem po Whitsunday Islands. Trochę tu było przygód bo 3 tygodnie przed rejsem okolicę Airlie Beach i wschodnie wybrzeże Australii nawiedził potężny cyklon Debbie. Postanowiliśmy się tym nie martwić i czekać na przebieg wydarzeń. Ostatni etap podróży to już okolice Cairns i nurkowanie na Wielkiej Rafie Koralowej oraz przepiękna dzika północ, w którą aż trudno było nam uwierzyć, gdyż zdecydowanie nie wyobrażaliśmy sobie Australii pokrytej bujnymi lasami deszczowymi.

Główne atrakcje na trasie zostały zaplanowane, to co wydarzy się między nimi postanowiliśmy planować na bieżąco. Sam pomysł był dla mnie dość stresujący, gdyż lubię planować i muszę wiedzieć gdzie będę spać danego dnia. Ale stało się (o matko!), postanowiliśmy być spontaniczni i nie planować wakacji co do godziny. Wykupione wycieczki były jedynymi pewnikami na trasie, reszta miała zależeć od pogody, humoru, jakości piasku na plaży i odległości do kolejnego punktu na mapie.

Szczegółami wyprawy podzielimy się w kolejnych postach, bo jakbym tu zacząć wypisywać to by wyszła kolejna epopeja, a niestety zdolności pisarskich Mickiewicza żadne z nas nie posiada 😇

Trasa podróży

W trakcie planowania korzystaliśmy głównie z:

– przewodników Lonely Planet
– bloga Where’s Juli
– Instagram – wyszukiwaniu wszystkich tych pięknych miejsc
– Goggle Maps – planowaniu odległości
– Grupa na Facebooku: ’Polacy podróżujący po Australii’
– aplikacji wikicamps, to tu znajdziecie informacje o kampingach, parkingach, prysznicach itp.

A o różnych australijskich stworach pisała też Natalia na swoim blogu. Polecamy!

You Might Also Like

  • Zarówno trasa jak i spełnione marzenia są dziwnie znajome 😉 My w grudniu znikamy na Vanuatu, a Wy jakie macie dalsze plany?

    • Jakub Jurkiewicz

      My dalej odkrywamy NZ (z małym wyjątkiem na kilka dni w Sydney w sierpniu): Tekapo we wrześniu, Taupo rowerowo w listopadzie, północ na Boże Narodzenie, południe na Nowy Rok –
      z Queenstown do Dunedin okrężną drogą 🙂
      Na żadnych wyspach jeszcze nie byliśmy, może w przyszłym roku gdzieś wyskoczymy 🙂

  • Całkiem fajną trasę obraliście. Na Australię nie będziemy mieć więcej czasu i zastanawiamy się czy realne jest w takie 17-18 dni wjechać gdzieś w „interior” (i powrót rzecz jasna). Potężne tam odległości :/